Nawigacja

Traviata

9, 28, 29, 30 grudnia i 1 stycznia w Operze Śląskiej w Bytomiu oraz 17 grudnia w Teatrze Śląskim w Katowicach zostanie zaprezentowana najnowsza premiera – „Traviata” Giuseppe Verdiego. Kierownictwo muzyczne objął Bassem Akiki, a wyreżyserował Michał Znaniecki.

Inspiracją dla powstania tej opery była powieść „Dama kameliowa” Aleksandra Dumasa, wystawiona potem na scenie. Verdi zetknął się z nią podczas swojej wizyty w Paryżu w 1852 r. i od razu uznał, że świetnie nadaje się na libretto opery. Mimo to przez pewien czas wahał się, czy jej tematyka nie zrazi publiczności. Ostatecznie librecista i przyjaciel Verdiego Francesco Piave złagodził obyczajowy wydźwięk oryginału. Nadał jej całkiem nowy tytuł (wł. traviata – zabłąkana), pod którym wystawiono ją w Wenecji – 6 marca 1853 roku w Teatro La Fenice. Polska premiera odbyła się 27 kwietnia 1856 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie (pod tytułem „Violetta”).

Reżyser Michał Znaniecki, przenosi nas z salonów XIX-wiecznych do świata mody i celebrytów, współczesnego blichtru, pełnego uczuciowej pustki. Znaniecki wyjaśnia, że jest to zgodne z założeniem Verdiego, aby pokazać, jak w lustrze, odbicie współczesnych widzów i bliskiego im świata. Kurtyzana (którą była Traviata-Violetta Valery) w XIX wieku pełniła ważną funkcję społeczną, miała wpływ na politykę, biznes, pieniądze. Trzeba było „przetłumaczyć” tę postać na czasy współczesne, dodając jednocześnie chorobę, która podobnie jak gruźlica w czasach Verdiego, tak obecnie jest chorobą groźną, często śmiertelną. W wersji Michała Znanieckiego, Violetta Valery, jako szefowa magazynu mody walczy więc z chorobą nowotworową.
– Szukałem zawodu, czy też pozycji społecznej, która kojarzy się z zasadę: wszystko na sprzedaż. Musiała to być osoba mająca wpływ na wiele rzeczy, mimo że nie ma tak naprawdę wielu zdolności. Inspiracją stały się takie postaci jak szefowa Voqu’a czy bohaterowie filmów „ Pret-a-porter” oraz „Diabeł ubiera się u Prady- mówi reżyser.

Jak mówią Elżbieta i Grzegorz Pańtakowie, twórcy choreografii, niezwykle ważną rolę w „Traviacie” odgrywa balet.
Trzeba podkreślić, że występujący tancerze są naprawdę na wysokim poziomie. Na tle rozgrywającej się tu tragedii, rozpaczy, umierania, występ baletu ma wymiar mocno symboliczny, bo pokazuje, że…życie biegnie dalej. Violetta umiera, ale to, czemu poświęciła życie, co stworzyła, istnieje dalej. I to właśnie widzimy podczas wstawek baletowych – mówi Elżbieta Pańtak.
Grzegorz Pańtak zwraca też uwagę na dwa plany baletowe: z jednej strony tancerze ilustrujący swoim występem pokaz mody, wydobywając ruchem i podkreślając bezduszność tego świata, zimnego, bezwzględnego i sztucznego.  W drugim planie mamy natomiast grupę tancerzy w roli Romów, ludzi spoza tego świata mody, z których emanuje żywotność, szczerość, ognistość ruchu. Ciekawy, mocny kontrast – mówi choreograf.

W powszechnym odbiorze, najbardziej znanym fragmentem muzycznym „Traviaty” jest toast „Libiamo Ne Lieti Calici”, ale w całej warstwie muzycznej jest tych wyjątkowych duetów i arii o wiele więcej.
Dla mnie osobiście, najpiękniejszy, najbardziej przejmujący jest duet Traviaty i Germonta z II aktu– mówi Bassem Akiki, kierownik muzyczny. Są w nim pokazane wszystkie kolory, barwy muzyki Verdiego. Dwadzieścia minut i tyle muzycznej różnorodności. Doskonała harmonia dwóch rodzajów głosu, sopranu i dojrzałego barytonu. Dla mnie właśnie ten moment, decyzja bohaterki, to najbardziej emocjonalne fragmenty w tej operze. Bardziej przemawiające i ujmujące nawet niż sama śmierć Traviaty. Violetta ulega naleganiom Germonta-ojca Alfreda, który prosi, aby zostawiła jego syna, dla dobra i reputacji jego rodziny. Zgadza się, robiąc to dla ukochanego, nie dla siebie. Wie o swojej chorobie i umierając chciałaby mieć Alfreda przy sobie, nie umierać w samotności. Ale w imię miłości potrafi zdobyć się na poświęcenie – podkreśla Bassem Akiki.
W roli Violetty Valery – Joanna Woś, Marcelina Beucher, jej ukochany Alfredo Germont- Andrzej Lampert, Maciej Komandera, rolę ojca Alfredo, jako Giorgio Germont, kreują- Stanislav Kuflyuk, Adam Woźniak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *